Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 125 628 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Spacerkiem po Strzelnie - cz. 10

środa, 12 sierpnia 2009 18:53
Skocz do komentarzy

_____________________________________________________________________________________________

 

Przedstawiając się zapomniałem dopowiedzieć, choć bywalcy stron WTG „Gniazdo", „Regiopedia" czy „Korzenie.org" zapewne wiedzą, że gro swych artykułów podpisuję pseudonimem „Słowianin". Otóż przypiął się on do mnie w okresie, kiedy pisałem różne ciekawostki z przeszłości na stronie internetowej naszego miasta „estrzelno" i tak już pozostało. A swoją drogą szkoda tej niezależnej strony o naszym mieście. Jej prowadzenie pochłaniało sporo czasu, ale gdyby ktoś chciał powrócić do tego porzuconego pomysłu, to z miłą chęcią współpracowałbym.  Spacerując ulicami Strzelna niejednej osobie zachodzi do głowy pytanie: skąd, to wzięła się nazwa tej czy innej ulicy? A skoro już tak się nazywa, to, do czego lub, do kogo ta nazwa nawiązuje. Dla wielu strzelnian nie sprawia trudności wyjaśnienie pochodzenia niektórych nazw ulic, ale dla wielu jest to czysta magia. Tak oto napisałem swego czasu na rzeczonej stronie internetowej poświęconej naszemu miastu, a że ona już nie istnieje to przypomnę zamieszczony onegdaj na niej artykulik o ulicach.


 Ostatnio powszechnie stosowane są skróty pełnych nazw onegdaj nadanych naszym ulicom. Również w naszym UM stosuje się owe skróty, których wyprostowanie niesie za sobą ogromne koszty. Ta skrótowa nomenklatura wynikła, już dawno, bo przed 20-tu laty i związana była z niemożliwością umieszczenia pełnych nazw w brzmieniu nadanym im uchwałami rady miejskiej w rozlicznych elektronicznych bazach danych, których pojemność danej funkcji ograniczona była do wpisania zaledwie kilkunastu znaków. Np. ulica Doktora Jakuba Cieślewicza, którą zapisujemy, jako ulicę Cieślewicza, pomijając tytuł naukowy i imię jej patrona. Co jeszcze więcej, znajdujemy w ich pisowni nawet błędy jak np. ulica Emilii Szczanieckiej, która prawidłowo powinna być zapisana, jako ulica Emilii Sczanieckiej, gdyż tak nasza bohaterka nazywała się. Natomiast w praktyce stosujemy skrót i do tego z błędem, nazywając ją ulicą, Szczanieckiej. 


 Ale zdarza się również, iż próbuje się wprowadzić do obiegu jakieś wyimaginowane nazwy, nie przykładając wagi do już istniejących, jak np. dla Osiedla Tysiąclecia, tego za starym cmentarzem. Swego czasu kilkakrotnie słyszałem, iż próbuje się nadać jemu nazwę wypowiadając się, iż jest to osiedle tradycyjnie nazywane „za cmentarzem". Po raz pierwszy spotykam się z tą nową „tradycją", do tego wypowiadaną przez osobę, która zapewne, tylko z racji niewiedzy, zwracając się do słuchaczy tymi słowami przed kilku laty. Osoba, która wielokrotnie wprowadzała tą i inne wyimaginowane nazwy dla miejsc, o których rodowici mieszkańcy nigdy nie słyszeli, winna zawsze czerpać z mądrości „tutejszych", którzy od pokoleń to miasto zamieszkują. Każdorazowo „spacerując" po mieście będę się starał wyjaśnić pochodzenie nazw ulic oraz przedstawić ich pełną i aktualną pisownię zgodną z uchwałami, jakie na przestrzeni lat samorząd strzeleński przyjmował nadając lub utrwalając te nazwy. Czynił to będę, by uniknąć błędnego ich nazywania. 


  
Zatem wracamy do dnia przedwczorajszego, by kontynuować spacer południową pierzeją Rynku. Do kamienicy Fiebigów przylega XIX-wieczna kamienica Drzewieckich, onegdaj Kowalewiczów, wcześniej Żydów Wolffów i Gębickich, a przed nimi do Lubieńskich, którzy zapewne ją około 1880 r. wystawili. Lubieńscy byli kupcami żydowskimi i bardzo majętnymi. Głowa tejże rodziny L. Lubieński zasiadał w połowie lat dziewięćdziesiątych XIX w. w radzie miejskiej, również w 1905 r. Później mieszkali tutaj i prowadzili działalność gospodarczą Wolffowie i Gembitzcy (piszący się również, jako Gębiccy), kupcy żydowscy będący współwłaścicielami kamienicy. Byli oni jednymi z najstarszych, z rodzin wyznania mojżeszowego osiedlonymi w Strzelnie. Prawdopodobnie wyemigrowali, a po nich, kamienicę, w latach dwudziestych nabyli kolejno Kowalewicze i Drzewieccy.

_______________________________________________________________________________________

Pierzeja południowa Rynku ok. 1920 r.

__________________________________

 


Pod koniec lat pięćdziesiątych do pomieszczeń na parterze tej kamienicy został przeniesiony zakład stolarski Władysława Reinholza. Wcześniej znajdował się on nieopodal pod nr 19. Rodzina Reinholzów w Strzelnie, w branży stolarskiej zakład prowadziła już w drugim pokoleniu. Antenatem tegoż rodu był Adam, ojciec Władysława. Jego stolarnia mieściła się przy obecnej ul. Gimnazjalnej, w miejscu, w którym znajdowała się później filia Mogileńskiej Fabryki Mebli. Wtajemniczeni bywalcy tejże stolarni przy Rynku, którzy zaprzyjaźnieni byli z panem Władysławem, nazywali to miejsce „barem pod trumienką". Pojęcie to funkcjonowało w formie żartobliwej a to z racji wieczornych spotkań tu organizowanych, niekiedy suto zakrapianych „czystą perlistą". Przy ich okazji towarzystwo rozochocone wodą ognistą wyprawiało niekiedy kawały z gatunku czarnego humoru. Gościem pana Władysława bywał i mój ojciec.

 


Pewnego razu w gronie karczemnym znalazł się milicjant, którego bractwo ledwo, co tolerowało. Ale jak tu z „władzą ludową" nie wypić, zgnoi człowieka i żegnaj tatka latka - rzekł mi swego czasu syn pana Władysława, Bronisław. A, że paczka w tym dniu była rozochocona, a do tego milicjant mocno umoczony zasnął, postanowiono wykręcić kawał. Właśnie, co skończono nową trumnę dla nieboszczyka, którą miano wieczorem odesłać do kostnicy. Dowcipni stolarze załadowali do niej pijanego milicjanta i przykryli wiekiem. Ponoć, gdy się obudził w taką wściekłość popadł, że gdyby nie przekonanie pozostałych, iż to on sam zażyczył sobie odpoczynku w tejże kawalerce, demolkę przeprowadziłby konkretną, łącznie z użyciem „pały" i pistoletu. Od tego czasu mundurowy unikał towarzystwa stolarzy w konsumpcji trunku, a jego miejsce zajął inny przedstawiciel „władzy ludowej" z mocniejszą głową w wytrzymywaniu mocy Bachusowej.

_____________________________________________________________________________________

Rynek pierzeja południowo-zachodnia pocz. XX w. Na wprost parterowy sklep Lippmannów.

_______________________________________________________________

 


Po przybyciu do Strzelna w domu tym zamieszkał lekarz medycyny Witold Zubowicz, człowiek legenda i przyjaciel wielu strzelnian. Doktor zasłynął bezwzględnym podejściem do każdego wrzodu i zanieczyszczonych ran u pacjentów, a że mieszkał w sąsiedztwie doktora Fiebigu to i często z sąsiadem spotykali się w Aptece pod Orłem u magistra Jana Harasimowicza. Ich opowieściom o trudach zawodu lekarskiego i sposobach leczenia nie było końca. I ja miałem przyjemność skorzystania z metody na wrzody doktora Witolda, który jako zwolennik medycyny naturalnej zalecił mi, jak i wielu pacjentom, obkłady z cebuli - pomogło. W rozmowach powtarzał po wielokroć, że wielu zabiegów chirurgicznych i metod leczenia ran pourazowych nauczył się od pani doktor Zofii Małasiewicz (1920-1976), znakomitej ordynator oddziału chirurgicznego w szpitalu w Strzelnie (1961-1976).

 


Przechodząc dalej zatrzymujemy się pod numerem 16, przed kamienicą należącą do 1921 r., do drukarza, księgarza i wydawca Niemca Paula Jaschke. Z jego drukarni wyszło wiele pocztówek ręcznie kolorowanych z widokami Strzelna. Np.: Widok na kościół katolicki ok.1908 r., Willa z 1913 r. [dzisiejszy stary gmach UM], Widok na klasztor od strony pola ok. 1910 r. i wiele innych. Tą okazałą o cechach modernistycznych kamienicę pochodzącą z początku XX w. z początkiem lat dwudziestych XX w. nabył Budziński. Kolejnym jej właścicielami była rodzina Ceglarskich, do których ten dom po dzień dzisiejszy należy. W części parterowej znajdował się po wojnie sklep spożywczy PSS „Społem", a pierwszy w Strzelnie sklep samoobsługowy tzw. „Samosia". To na nim również mieszkańcy miasta mogli doświadczyć pierwszego szyldu neonowego, który dość często przepalał się. Sklep ten później powrócił do starej formy podawania towaru, a nie samoobsługi i przetrwał do początku 2000 r. Dziś zamieniony został w zwykły magazyn-sklep meblowy.

 

 
Kolejny, pod numerem 17, to dom należący dziś do firmy handlowej „ARPIS" z Bydgoszczy, która nabyła tę kamienicę od spadkobierców rodziny Barczaków. „ARPIS" jest przedsiębiorstwem handlowo usługowym działającym, jako spółka z o. o. i w Strzelnie prowadzi sklep sportowo-papierniczy z kilkoma innymi branżami. Ta kamienica do początku lat dwudziestych należała do niemieckiej rodziny Baumgardtów. Następnie nabył ją Barczak, który na parterze prowadził restaurację. Przetrwała owa knajpka do końca lat 50-tych i słynęła z tego, że skorzystać z jej usług można było o każdej porze dnia i nocy. Pamiętam, jako dziecko, gdyż razem z ciotką Pelą chodziłem do pani Barczakowej, że państwo ci mieli w salonie prawdziwą harfę, na której to pogrywała panna Władzia, córka właścicieli tejże posesji. W podwórzu stoi duży magazyn, w którym prowadzono skup zboża. Obecnie ten piękny w swej architekturze obiekt przemysłowy nabył pan Piotr Płócienniczak, który poddaje go kompleksowej rewitalizacji.

_____________________________________________________________________________________

To już lata dwudzieste XX w.

______________________________________________________________________________________

 


Kolejny dom to perełka architektury eklektycznej. Solidna kamienica o klinkierowej fasadzie należy do pani Kaczmarek. W ubiegłym roku dach tegoż domu został poddany kompleksowemu remontowi. Prace polegały na przywróceniu dawnej świetności połaci dachowej. Na nowo zaczęła lśnić dachówka okrywająca baśniowe kształty przed opadami atmosferycznymi. Kamienica ta została wystawiona na przełomie XIX i XX w., około 1900 r. Jej właścicielem był Karl Ritter senior, syn Fritza, kupiec i przemysłowiec, jeden z najbogatszych Niemców w Strzelnie. Parcelę kupił od Żyda Abrahama Małachowskiego, gdyż ojciec mieszkał po drugiej stronie Rynku w kamienicy nr 1. Ritterowie byli jedną z najstarszych rodzin niemieckich, które osiedliły się w Strzelnie już przed 1827 r. Wówczas to ewangelik 30-letni, nijaki Christoph Ritter, poślubił w Strzelnie Suzanne Wruck lat 25. Podobnie Wruckowie byli najstarszą osiadłą tutaj przed 1825 r. rodziną niemiecką. Christoph był synem tu osiadłego Jacoba Rittera i Christine Barbary Friedrich. Z kolei ich synem był Samuel, który w wieku 40 lat poślubił w 1867 r. 32-letnią Annę Wruck, zapewne krewną swej matki. Kolejnym pokoleniem był wymieniony już Fritz, ojciec Karla seniora, który parał się kupiectwem. Ostatnim zaś pokoleniem Ritterów w Strzelnie był Karl junior, który w latach 30-tych XX w. sprzedał kamienicę małżonkom Kaczmarkom i sam z rodziną wyjechał do Niemiec.

 


 Ritterowie zajmowali się sprzedażą komisową i ratalną oferując swego rodzaju sprzedaż leasingową. Prowadzili również wytwórnię octu oraz znaną w regionie wytwórnię wszelkiego rodzaju wódek i nalewek. Jako formę reklamy swych spirytualiów dołączali odbiorcom hurtowym zestawy kieliszków z wygrawerowaną postacią, z frontowej elewacji kamienicy, rozbójnika Dąbka. I w tym miejscu należałoby nieco więcej o tejże postaci legendarnego zbója opowiedzieć.

 


Z każdą z kamienic przy Rynku w Strzelnie, jak i w całym mieście, związane są niezwykle ciekawe przekazy i opowieści, których treść mogłaby posłużyć za odrębny materiał do napisania sagi o ich mieszkańcach. Nie chcąc rozbudowywać tegoż artykułu ograniczę się tylko do przekazu odnoszącego się do tejże posesji. Nawiązuje on do starej legendy, która ożyła w dobie romantyzmu, a do której utrwalenia przyczynił się Żyd miejscowy, Abraham Małachowski. Żyd ów był kupcem i w połowie XIX w. prowadził karczmę, w miejscu, w którym obecnie znajduje się nasza przepiękna eklektyczna kamienica. To na niej widnieje metalowa podobizna Herkulesa, podpierającego się maczugą. Postać ta nawiązuje do legendy, o głośnym herszcie zwanym Dąbkiem i jego 12. rozbójnikach, którą co wieczór wysłuchiwali, karczmarz i podochoceni trunkami goście. A płynęła ona z ust starego bajarza, który przesiadywał w lokalu i zabawiał swymi opowieściami klientele licznie odwiedzającą ten przybytek Bachusa, a zapłatą za jego bajanie było, co nieco z pękatej żydowskiej flachy. Zrazu Bajarzowi zmarło się. Nie miał już, kto opowiadać gościom legend i przypowieści, dlatego też stała klientela rozmyła się gdzieś po sąsiednich lokalach, których w tym czasie w Strzelnie było bez liku. Przebiegły Żyd się strasznie zesrożył na spadek obrotów i popadł w mizerię. Szukając rady na wyjście z kryzysu posłuchał miejscowego rebe, Sandberga. Mędrzec ów doradził kupcowi by ten zamówił u miejscowego snycerza podobiznę zbója Dąbka i umieścił ją nad wejściem do karczmy. Wnet rozniosło się po mieście, że do karczmy Abrahamowej powrócił, niczym żywy z opowieści bajarza, Dąbek. Gruchnęli wówczas miłośnicy Bachusa i bajań, by podziwiać wyrzeźbioną, wprawną ręką snycerza, sylwetkę zbója, przy okazji wstępując na głębszego. Tak oto Abraham wykpił się kryzysowi, a kiedy i on zmarł do rzeźby tej, bywalcy karczmy, dopisali nowy przydomek, zwąc ją podobizną Dąbka Małachowskiego. Ustami strych mieszkańców Strzelna wypowiadany on był w brzmieniu „Dombek Machałoski". Zapewne legenda ta, jak i utrwalenie jej bohatera w rzeźbie stały się pierwszym znanym strzeleńskim chwytem marketingowym.

 


Kiedy Karl Ritter senior wystawił w miejscu byłej karczmy okazałą kamienicę, nie zapomniał, by i dla swej pomyślności w prowadzeniu rozległych interesów, na fasadzie domu umieścić, podobnie, jak jego poprzednik, sylwetkę zbója. Zamówił w tym celu u artystów poznańskich, zgodnie z panującą modą podobiznę Herkulesa, która swą atletyczną budową przypominała Dąbka z legendy strzeleńskiego bajarza oraz tej wydłubanej ręką snycerza. Po dziś dzień możemy podziwiać Dąbka na frontonie tegoż domu. Tak, więc przetrwanie starej legendy o Dąbku możemy zawdzięczać pośrednikom Żydowi, Niemcowi i na końcu Polakowi, kierownikowi Szkoły Katolickiej ze Sławska Dolnego, ale o tym nieco niżej.

 


I do tej postaci, podobnie jak do Zygmuntowskiej, tej z kolumny warszawskiej, miejscowi dopisali wątki humorystyczne. A mianowicie: Stwarzając wrażenie zatroskanych, opowiadają, iż „Machałoskiego" mają ściągnąć z piedestału. A kiedy zdumiony słuchacz pyta się - dlaczego? Wówczas pada odpowiedź - ponieważ, jak każdy, strzelnianin, tak i on musi załatwić swoją potrzebę fizjologiczną, a że swym wizerunkiem prezentuje kulturę antyczną, dlatego nie „leje" w miejscu publicznym tylko w szalecie, który tuż przed nosem władze miejskie jemu wystawiły.

___________________________________________________________

Podobizna Herkulesa, która swą atletyczną budową przypomina Dąbka z legendy strzeleńskiego bajarza. Przez strzelnian nazywana Dąbkiem Małachowskim.

___________________________________________________________

 


Inna przypowieść od lat służy za straszak przeciwko czyniącym zło miastu i skierowana jest szczególnie ku przestrodze władz miejskich. A kiedy oni takowe zło czynią, wówczas miejscowi mają prawo wysłać w ich kierunku ostrzeżenie następującej treści: - Powstrzymajcie się niecnoty i nie doprowadzajcie „Dąbka" do pasji, gdyż jak on się wkurzy i zejdzie ze swego piedestału, oczywiście w celach porządkowych, to klękajcie narody, przed tym, którego pała zbójecka dosięgnie. Oczywiście, klękamy przed „denatem", wcześniej potraktowanym Dąbkowym narzędziem pracy. Humoreski te, po raz pierwszy, usłyszałem z ust niezwykle pozytywnie nastawionego do życia, zegarmistrza miejscowego, śp. Mariana Wojciechowskiego, rocznik 1907.

 


Pierwszą pisemną wersję legendy o Dąbku poznajemy w XIX w. za pośrednictwem Przyjaciela Ludu. Następną wersję przekazuje nam Józef Łepkowski w 1866 r. Kolejną, spisał Edmund Callier, a utrwalił ją Antoni Lubik w Geografii powiatu strzelińskiego. Przez wiele lat opowiadał ją turystom i miejscowym ostatni bajarz strzeleński, miejscowy kościelny a zarazem przewodnik po zabytkowych świątyniach, Szczepan Kowalski, który rozbudował ją o wątki biblijne z życia Samsona. Treść samej legendy została opublikowana kilkakrotnie w prasie lokalnej oraz w specjalnym wydawnictwie TMMS-u przed trzema laty. W wolnej chwili zamieszczę kilka jej wersji również na tymże bloogu.

 


W okresie powojennym w podwórzu tejże kamienicy mieścił się punkt usługowy, tzw. śrutownik prowadzony przez pana Franciszka Gutorskiego, kupca zbożowego. Również w podwórzu pan Wojdyła prowadził zakład wulkanizacyjny. Jego synowie Wiesław i Mirosław kontynuują działalność przy Alei Morawskiego 1 - wjazd od Inowrocławia do Strzelna. Nie sposób pominąć największego zakładu podwórkowego, jakim była tutaj placówka centrali ogrodniczej, parającej się skupem i kontraktacją warzyw i owoców. W latach 50-tych i następnych na parterze kamienicy od strony rynku prowadzony był sklep ogrodniczy - warzywa i owoce, a już współcześnie niewielki sklepik spożywczy. Obok, do początku lat 90-tych, siedzibę miało PTTK Oddział w Strzelnie, wielce zasłużone dla Strzelna i Okolicy, któremu szefował pan Antoni Słowiński. To tutaj znajdowała się stała ekspozycja poświęcona A. A. Michelsonowi - Nobliście ze Strzelna oraz wystawka folkloru kujawskiego. Do tegoż lokalu, już jako chłopiec, chodziłem na odczyty i spotkania z historykami, podróżnikami, znanymi postaciami świata nauki, by zgłębiać tajniki wiedzy o Strzelnie i regionie. W końcu temu miejscu zawdzięczam znaczną część mego umiłowania dla Strzelna i mojej małej ojczyzny. Siedzibę PTTK Przeniesiono na kościelną, a pomieszczenia zamieniono na sklep motoryzacyjny prowadzony przez Piotra Kaczmarka, później sklep z materiałami budowlano-remontowymi, a ostatnie lata sklep odzieżowy.

____________________________________________________________________________________

Początek XX w. Stoi okazała kamienica Rittera, nie ma jeszcze kamienicy Lewina, za to są dwa parterowe domki szczytami zwrócone do Rynku. Nie ma również kamieniczki Lippmana oraz późniejszej Glanca, są również parterowe domy.

____________________________________________________________________________________

 


 Przechodzimy dalej spacerując Rynkiem. Obok pięknego budynku po Ritterach, w miejscu, w którym dziś stoi okazała kamienica oznaczona numerem 19, tzw. kamienica po Lewinach, lub popularnie nazywana Biblioteką, wcześniej stały typowe dla zabudowy tej części miasta tej z przełomu XVIII i XIX w., dwa parterowe domy. Szczytami zwrócone były do frontu i dawniej posiadały jeszcze podcienia wsparte na trzech filarach. O tym, że onegdaj niemal wszystkie domy w mieście miały podcienia, wspominał mi pan Edmund Konkiewicz, który z kolei dowiedział się o tym sposobie budowania od swego dziadka. Domy te należały w latach 80-tych XIX w. do członka rady miejskiej, kupca żydowskiego Zadka Lewina. Około 1910 r. zostały rozebrane, a w ich miejsce wybudował następca Zadka, kupiec Louis Lewin, największą i najokazalszą kamienicę w Rynku. Kamienica wystawiona została w epoce, określanej w sztuce, jako epoka nowożytna, w stylu zawierającym elementy modernistyczne wymieszane z elementami różnych stylów schyłku historyzmu i secesji [ozdoby roślinne w kształcie girland na balkonach i szczycie w kształcie pseudo tympanonu - wieńczącym czwartą kondygnację (poddasze), wokół eliptycznego okienka]. Dwuskrzydłowa bryła kamienicy, frontalnie ustawiona do Rynku i ulicy Świętego Ducha, ma elewację główną skierowaną ku Rynkowi i posiada parter użytkowy, dwa piętra mieszkalne, z których część I piętra jest również użytkowa. Nieco skromniejszą jest elewacja od strony ul. Świętego Ducha. Część poddasza pełni również funkcje mieszkalne, natomiast funkcje użytkowe to w pierwotnym przeznaczeniu, na parterze część gastronomiczna - kawiarnia i handlowa z połączeniem wewnętrznymi schodami z podobną częścią na I piętrze - do 1939 r. jeden z największych sklepów handlu detalicznego. Elewację główną zdobią dwa balkony betonowo ceglane z ornamentem secesyjnym oraz cztery pseudo pilastry z tynkiem żłobionym w kształcie podłużnych rowków.

 


Po stronie zachodniej fasady frontowej znajduje się na wysokości parteru ścięty narożnik z umieszczoną w nim wtórnie w 1963 r. marmurową tablicą pamiątkową poświęconą nobliście ze Strzelna, Albertowi Abrahamowi Michelsonowi urodzonemu 19 grudnia 1852 r. w Strzelnie. Ufundowało ją w 1965 r. Polskie Towarzystwo Fizyczne. Nad ściętym narożnikiem parteru trzy kondygnacje zajmuje czworoboczna wieżyczka z oknami, po trzy na każdym piętrze, stwarzająca wrażenie jakby była przypiętą do ścian bocznych budowli - wykusz. Nakryta jest hełmem zakończonym kulą ze szpicą. Niegdyś hełm pokryty był cynkowymi dachówkami w kształcie rybiej łuski, obecnie zdeformowany i zeszpecony poprzez nakrycie go zwykłą ocynkowaną blachą. Dachy na kamienicy są dwuspadowe pokryte oryginalną, z czasów budowy, ceramiczną, ciemnogranatową dachówką.

_________________________________________________________________

 

Południowa pierzeja nocą - wizja artystyczna według Heliodora Rucińskiego

_________________________________________________________________

 


Pysznie musiał prezentować się korytarz i klatka schodowa tejże kamienicy. W parterowej części korytarza znajdujemy silnie zabrudzone malowidło przedstawiające sielski obrazek. Z opowiadań najstarszych mieszkańców Strzelna podobne obrazy znajdowały się na ścianach klatki schodowej, jak również duże kryształowe lustra. Pozostałościami dawnej symboliki nawiązującej do wyznania pierwszego jej właściciela, Judaizmu, w tejże kamienicy są ornamenty na jednych z drzwi wewnętrznych, upodobnione do kamiennych tablicy Mojżeszowych. Wnętrza, jaki część elewacji w części okiennej parteru i I piętra po 1945 r. uległy nieznacznej, ale widocznej przebudowie. W okresie międzywojennym posesję nabył Polak Stanisław Silski. Po 1945 r. kamienica przeszła pod zarząd zakładu gospodarki komunalnej, którą administrował tzw. ADM (Administracja Domów Mieszkalnych).

 


Kres przepychu tejże kamienicy przyniósł wybuch II wojny światowej i okres powojenny. W pomieszczeniach po markecie handlowym został uruchomiony zakład stolarski Władysława Reinholza. Od stycznia 1960 r. w części parterowej (po stolarni) mieścił się Miejski Dom Kultury, którego dzieje wymagają oddzielnego potraktowania i co czynię przygotowując stosowny materiał. Nadal funkcjonowała tutaj jedyna w mieście kawiarnia, uroczo nazwana „Danusia". Z początkiem lat dziewięćdziesiątych po MDK-u zainstalowała się Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Strzelno, nosząca dziś nazwę Miejskiej Biblioteki Publicznej. Po kawiarni, ostało się jeno wspomnienie. Obecnie mieści się w jej pomieszczeniach sklep elektryczny. Co jeszcze dodać? Jedynie to, że cała substancja trzyma się dobrze, i że elewacja tej pięknej kamienicy sypie się i poniekąd daje obraz dbałości o przeszłość. W fatalnym stanie znajdują się okna, w części użytkowej parterowej metalowe i bezstylowe i w górnych kondygnacjach drewniane, silnie naruszone zębem czasu.
Jej architektura jest unikatową i świadczy, iż dom został zaprojektowany, jako nietypowa jednostka architektoniczna. Świadczy o tym bryła kamienicy, która została zaprojektowana pod konkretną, wymiarami ograniczoną parcelę. Podobnej budowli nie znajdujemy na całym pograniczu kujawsko-wielkopolskim.

____________________________________________

Ach te legendarne już wino rozlewane w Centralnych Piwnicach Win Importowanych w Toruniu.

Kto pamięta ten smak?

___________________________________________

 


 Na zakończenie tej części muszę opowiedzieć, co nieco o kawiarni, która tutaj mieściła się od początku istnienia tejże kamienicy. Pamiętam, jak latem biegałem do niej po lody na wynos. Śmietankowe łyżką specjalną załadowane pomiędzy dwa andruty-wafelki, zaś w niedzielę niekiedy na siedząco, oczywiście jak było miejsce, konsumowałem je w pucharku. W lokalu tym przesiadywało wiele pań, których obowiązki domowe pozwalały na takowe spędzanie czasu wolnego. Wówczas zamawiały po kawie sparzonej w szklance nakrytej spodkiem, ponoć po to, by lepiej naciągła. Po wypiciu, wiele pań w majestacie wydanych pieniędzy wyjadała ze szklanki, wcześniej posłodzone, fusy. Dobre, przynajmniej drugi raz ich nie parzono. Pamiętam, że i zaraz po „Samosi" również ten lokal otrzymał neon z napisem PSS „Społem" Kawiarnia Danusia. Świecił, jak świecił, ale z początku świecił. Tutaj przesiadywała również młodzież, przeważnie wstępnie gruchające parki, konsumując winko: importowane „Lacrima", białe gronowe „Mistella" i tym podobne słodkości. Do tego wuzetka lub pączek, ewentualnie galaretka, krem itp. Z „zimnych" napojów podawano oranżadę o smaku cytrynowym, pomarańczowym lub „karmelkowym" - słodka niewiadomego smaku. Później, pod koniec lat 80-tych lokal poddano kapitalnemu remontowi i jak na owe czasy gustownie wyposażono. Miałem przyjemność uczestniczyć w otwarciu tegoż lokalu. Wówczas podano, jako ofertę dnia płonące lody, nie powiem, bardzo mi zasmakowały. W połowie lat 90-tych lokal prowadzili Jan i Danuta Białęccy, wówczas już z mocniejszymi trunkami, bo poza napojami, lodami i winem były również drinki. Nie powiem, również tam zaglądałem, wyrywając się spod kontroli mej pracodawczyni - śp. żony Marii - ze sklepu obuwniczego na przysłowiową „setkę". By nie zdradzić tajemnic skręcania w bok, pozwolę sobie na zakończenie tegoż tematu. Jeszcze tylko dodam, że solidne dębowe krzesła z tego lokalu znajdują się obecnie w gabinecie burmistrza Strzelna. Trafiły do niego za sprawą burmistrzów: Iwińskiego i jego zastępcy, Kasprzyka.

 

Z Dąbkiem zdjęć kilka

______________________________________

Żart w/g Floriana Kupki - fotografa strzeleńskiego.

Dąbek na dachu nieistniejącego kościoła ewangelickiego, połowa lat 60-tych XX w.

________________________________________

  

____________________________________________________________________________________

Pozostałe zdjęcia wykonał Heliodor Ruciński

Podziel się
oceń
1
0

Więcej na ten temat


piątek, 31 października 2014

Licznik odwiedzin:  105 530  

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Z dziejów i teraźniejszości Strzelna i pogranicza kujawsko-wielkopolskiego i o wszystkim, co dotyka mojej małej ojczyzny.

O mnie

Nazywam sie Marian Przybylski, kocham to miasto, podobnie jak moi przodkowie. Uruchomiłem ten, jak i kolejny blog li tylko po to, by nie pisać do szuflady, która jest już pełna. W tym roku skończę 58 lat, z wykształcenia jestem rolnikiem, a potykałem się z administracją. Uwielbiam historię. Piszcie do mnie marian-strelno@wp.pl

Statystyki

Odwiedziny: 105530

Lubię to